Koszalin
Gall Podlaszewski - Peryferia… preria… PGR-i-ja
Gall Podlaszewski - Peryferia… preria… PGR-i-ja

 

Gall Tadeusz Podlaszewski, Peryferia… preria… PGR-i-ja
Bauhaus-University Weimar
 
 
Peryferia
Ludność Polski rozkłada się w przybliżeniu po ćwierci na miasta duże, miasta średnie, miasteczka i wieś. Połowa więc żyje poza większymi ośrodkami – na peryferiach. Oprócz peryferiów większych ośrodków istnieją też peryferia całkowite, czyli obszary, z których już nie opłaca się dojeżdżać do pracy do większego miasta, nie mówiąc o stolicy. Coś jednak na tych całkowitych peryferiach ludzi trzyma.
Zgodnie z wczesnymi osiągnięciami nowoczesnej socjologii, miasto jako takie, powstało w wyniku rozwoju, nie pojawiło się znikąd i dlatego nosi ślady wcześniejszych społeczeństw, których charakterystycznym typem osiedleńczym były farma, zagroda i wioska.
To historyczne oddziaływanie jest wzmocnione ciągłym napływem ludności wiejskiej do miast, dzięki której kontrast osobowościowy między miastem i wsią pozostaje w akceptowalnych granicach. Miasto i wieś pozostają wciąż dwoma biegunami, w stosunku do których określają się wszelkie ludzkie zachowania. Proporcja cech miejskich do wiejskich jest inna w miastach większych i w miastach peryferii.
Jak zauważył największy francuski myśliciel XX wieku Henri Lefebvre, podróżowanie między peryferiami i centrum jest źródłem powstawania specyficznej otwartości. Otwartości na świat oraz na ludzi i ich kreacje. Nasycenie wartościami występującymi jedynie na peryferiach pozwala w inny sposób uczestniczyć w świecie kreowanym w magnetycznych centrach.
Czy cały cywilizacyjny postęp promieniuje tylko od wielkich metropolii? Zdecydowanie nie, i bardzo często powstaje gdzieś w podróży „międzymiastami”. Zdystansowani do siebie i zdystansowani do centrum, ludzie peryferii uczestniczą w tworzeniu „trzeciej przestrzeni” poznawczej, która może być wartością dodaną do elitarności centrum.
Cywilizacyjne napięcie rozciąga się więc pomiędzy dwoma biegunami wsi i metropolii. Jedne nie mogłyby owocnie funkcjonować bez drugich. To napięcie, które geograf Edward Soja określił trzecią przestrzenią (thirdspace) oddaje potrzebę dystansu od dużych ośrodków, niezbędnego oderwania się, by móc z odległej perspektywy pozwolić dojrzewać sprawom istotnym i ulec zapomnieniu tym przelotnym.
Wielkość, Gęstość, Różnorodność
Co więc tak naprawdę różni peryferia od centrum? Przecież i tu i tu w miejskich ośrodkach mieszkają ludzie. Obok wielkości i gęstości trzecim podstawowym wyróżnikiem miejskości jest RÓŻNORODNOŚĆ. Miasto rozwija się przede wszystkim przyciągając ludzi z różnych stron świata dlatego, że są różni i dzięki temu przydatni sobie nawzajem, niż raczej w wyniku ich homogeniczności i wspólnoty myśli.
Tutaj też zarysowuje się olbrzymia rola ośrodków kreatywnych intelektualnie. Jedynie poprzez rozszerzenie lokalnego dyskursu ponad homogenizującą powtarzalność, miasto może stać się konkurencyjne na globalnym rynku. Należy więc przyciągać oraz instytucjonalnie wspierać heterogenizującą różnorodność - jako zaczyn reprezentowaną w środowisku twórców.
Preria
Peryferia północno-zachodnie, czyli województwa lubuskie i zachodniopomorskie cechuje zagęszczenie ludności cztery razy niższe niż na Śląsku i dwa razy niższe niż w centralnej Polsce. Jedynie Mazury i Podlasie wyprzedzają je w kwestii peryferyzacji. Podróż pociągiem z każdego kierunku do Koszalina nieodparcie przywodzi na myśl obrazy dalekich prerii. Być może to dzięki nim dobrze mieli się tu poczuć mieszkańcy przesiedleni z dalekich wschodnich Kresów.
Peryferia północno-zachodnie powstały jako nowa część Polski w wyniku odebrania Niemcom w 1945 roku ich północno-wschodnich peryferii. Od tamtej pory nakładają się tutaj na siebie dwa specyficzne procesy: zacierania śladów oraz tworzenia nowej tożsamości. Polityczne przerwanie ciągłości kulturowej poprzez wysiedlenie niemieckich mieszkańców tych terenów miało ułatwić zbudowanie nowej, socjalistycznej tożsamości. Systemowa tabula rasa miała zostać dokonana przez wymazanie z przestrzeni nowego państwa śladów podtrzymujących ciągłość kulturową – zarówno semantycznych, jak i fizycznych: nazw ulic, nazw miast, cmentarzy oraz przede wszystkim licznych symbolicznych budowli reprezentujących inny, mieszczański stan kulturowy. 
W przestrzeni nowych polskich miast próby zbudowania nowej tożsamości odpowiadały kreowanym w powojennym krajobrazie na całym świecie trendom modernistycznym. Pretekst unowocześnienia miast ułatwiał decyzje o wyburzaniu kolejnych śladów przeszłości – torując drogę nowemu społeczeństwu. Te procesy szczególnie dotkliwie uwidoczniły się w Koszalinie, który w dekadach powojennych potroił liczebność mieszkańców w porównaniu z rokiem 1939. Przestrzeń miasta musiała zostać dostosowana do przyrostu liczby mieszkańców, poprzez budowę nowych osiedli, często w szczerym polu. Wyburzone centrum miasta wzmocniło tylko dysproporcję pomiędzy nowym i starym. Nowe miało stać się przestrzenią działalności artystów, architektów i urbanistów.
Palimpsest.
Dzisiaj, prawie po 70 latach od polonizacji tych terenów można powiedzieć o przewadze wyważonego spojrzenia, w którym zaczyna się dostrzegać i doceniać nową tożsamość, ale tak samo pozytywnie wartościuje się wkład niemieckich pokoleń w zagospodarowanie tych terenów. Liczni lokalni działacze, przy wsparciu władz uczynili dużo, by po dekadach zapomnienia oddać hołd pamięci dawnych mieszkańców miasta.
Przemiany, które nastąpiły po 1989 roku wyzwoliły dyskusję nie tylko o trudnej przeszłości tych ziem, ale stworzyły również zupełnie nowy kontekst, w którym nowe, zaledwie 60-letnie społeczeństwo musi znaleźć swoją drogę. Powtarzając za Andrea Huyssen’em, Dyskursy na temat pamięci są kluczowe dla uzyskania zrównoważonego spojrzeniami na przyszłość, oraz dla odzyskania trzeźwego czasowego i przestrzennego umocowania życia oraz pobudzenia wyobraźni w kontekście medialnego i konsumenckiego społeczeństwa, które coraz bardziej wypróźnia teraźniejszość i zawęża przestrzeń.
Skoncentrowanie na upamiętnianiu przeszłości byłoby jednak zagrożeniem, dlatego ten sam autor wzmacnia swoją wypowiedź stwierdzeniem, że być może powraca powoli czas, by robić historię zamiast pamięci (Make history not memory).
Na rzadko zaludnionej prerii neo-awangardowe działania, póki co, głuchną w morzu codzienności. Niemniej rok po roku przebijają się do zbiorowej tożsamości, gdzieś pomiędzy otchłanią wsi i nowoczesności.
PGR-i-ja
Nowa tożsamość
Nowocześni z Koszalina
Kim są autorzy prac przedstawianych po raz pierwszy poza Koszalinem, lub może trafniej - z bycia kim ucieszyliby się najbardziej? Parafrazując lefebvrowski autoportret: “Je suis Occitan, c’est-à-dire périphérique – et mondial”, jesteśmy z Pomorza Środkowego, to znaczy z peryferii i ze świata. Nasyceni doskonałością peryferii nie raz wydostają się z Koszalina do Berlina czy Warszawy, aby spolaryzować swoją przestrzeń życiową.
Postpegeerowska wieś to ich ekstremum, w którym potrafią znaleźć surowiec artystyczny, jakiego nie ma w dużym mieście. Kamil Jurkowski mistrzowsko dokumentuje odważną interwencję Roberta Knutha, który rozpina znaczenie narodowości pomiędzy godłem państwowym i elementami wiejskiej tożsamości. Otwarta przestrzeń jest pretekstem do innych swobodnych działań bijących mocno w lokalną homogeniczność. Peter Fuss po bilbordowej manifestacji w przestrzeni Koszalina - krytycznego spojrzenia na obecność Kościoła w polskiej rzeczywistości – musiał pogodzić się z ekskomuniką panujących wtedy (3 lata temu) władz. Dzięki artyście echem wybrzmiały ścierające się na Pomorzu od X wieku siły lokalnej pogańskości i importowanego chrześcijaństwa.
Poddanie w XIX wieku pod rozwagę fundamentów wiary opartej na faktach, które dawno już przestały istnieć, wywołało powszechny kryzys wiary, który wypełniły szybko inne duchowości takie jak socjalizm lub architektura. (Le Corbusier – Architektura to klucz do wszystkiego). W efekcie architektura miała promować i umożliwić nową kulturę, która byłaby jednocześnie zbiorowa i religijna. I tak Le Corbusier wzmocniony lekturą postaci mesjanistycznych – zaczął projektować siebie jako mesjasza wśród artystów i architektów. Ile z tej postawy pozostało w artystach dzisiaj?
Środkowe Pomorze bez wyjątku podlegało wpływom i decyzjom scentralizowanej władzy. Industrializacja Koszalina z czasów Gierka została profesjonalnie udokumentowana przez Zdzisława Pacholskiego. Modernizacja z czasów ekspansji III Rzeszy została również zarejestrowana w przestrzeni. Zatrzymana w połowie budowy autostrada z Berlina do Kaliningradu jest rzadkim przestrzennym dokumentem tego rodzaju. Grupa Grela, Kempiński, Podlaszewski rozpoczęła proces poszukiwania sposobów współczesnego wykorzystania tego dziedzictwa dla wprowadzenia tej części Polski na mapę kulturową Europy. Wiodąca przez samo serce pomorskich peryferii autostrada natrafia na zespół bunkrów z czasów zimnej wojny, który ma posłużyć tej samej grupie projektantów za bazę do stworzenia utopijnej architektury resocjalizacji (Pomeranian Super Bunker).
Nieciągłość przestrzenna i społeczna wywołana procesem przesiedleń po 1945 roku tworzy kontekst instalacji fotograficzno-dźwiękowej Roberta Knutha, w której nobilituje między innymi „nowych osadników”, czyli mieszkańców przesiedlonych na Pomorze ze wschodu.
Andrzej Ciesielski swoimi wieżami z pudełek po zapałkach rozpiera przestrzeń galerii być może właśnie po to, by wpuścić do niej młodych twórców, którzy już bez oglądania się na warstwy złożonego pomorskiego palimpsestu mogą oddać się ukierunkowanej bardziej osobiście twórczości denotującej lokalne kurioza, jak prezentacja zmyślonego tekstu o artyście Michała Ciesielskiego; interwencyjne obrazki i skecze z życia Koszalina Weroniki Teplickej, czy wreszcie feministyczne, animalistyczne rzeźby i instalacje Tomasza Rogalińskiego mieszające i ośmieszające definicje artyzmu, płci i roli społecznej.
W zasadzie nie do końca wiadomo, w jaki sposób po środku koszalińskich peryferii pojawiła się ponad pięć lat temu Galeria Scena. Raczej nie zaprosiło jej tutaj dość konserwatywne przecież lokalne środowisko polityczne. Scena ma chyba coś ze słynnych Plenerów Osieckich, które nieprzypadkowo zostały zesłane w te odludne tereny z misją kultywacji modernistycznej awangardy. Wpisana w definicję świata kultury dwubiegunowość centrum i peryferii znajduje wreszcie swoje twarde podłoże właśnie w instytucji Sceny.
Wystawę więc musi dopełniać archiwum działań prowadzonych przez ostatnich pięć lat wokół Galerii Scena połączone z w dużym stopniu z "Moim Archiwum" Andrzeja Ciesielskiego, jednego z nielicznych reprezentantów pokolenia osieckiego.


                       
 
W tekście korzystałem z:
Andrea Huyssen - Present Pasts, Stanford University Press, Stanford CL 2003
Henri Lefebvre – Writings on cities, Blackwell, Oxford 1996
Edward Soja – Thirdspace. Journeys to Los Angeles and Other Real-and-Imagined Places, Blackwell, Malden 1996
Louis Wirth - Urbanism as a way of life, The American Journal of Sociology, July 1938
Iain Boyd Whyte - Modernism and the Spirit of the City, Routledge, London, NY 2003